Najpierw zapinamy pasek o jedną dziurkę dalej, później kupujemy sukienkę o rozmiar większą, a potem… Potem z nadwagi przechodzimy w otyłość. U kobiet dzieje się to zwykle szybciej niż u mężczyzn. Dlaczego? - pytamy doktor Ewę Matyską-Piekarską z Europejskiego Centrum Leczenia Otyłości Dzieci i Dorosłych w Warszawie.
“Poradnik Domowy”: Pani doktor, kiedy mówimy o tym, że ktoś ma już nie tylko nadwagę, ale jest otyły?
Dr Ewa Matyska-Piekarska: Trzeba obliczyć swój wskaźnik masy ciała (z ang. body mass index - BMI). Wylicza się go, dzieląc swoją wagę w kilogramach przez wzrost w metrach podniesiony do kwadratu. Jeżeli BMI jest większy niż 30, wtedy mówimy już o otyłości.
Otyłość jest nie tylko problemem estetycznym?
Nie. Została uznana przez Światową Organizację Zdrowia za chorobę społeczną, na którą cierpi coraz więcej osób, zwłaszcza w krajach wysoko rozwiniętych. Ocenia się, że 20-30 proc. Polaków ma nadwagę, natomiast 20 proc. jest już otyłych.
Dlaczego to kobiety, którym bardziej niż mężczyznom zależy na ładnym wyglądzie, częściej są zbyt grube?
Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, bo przyczyn jest wiele. Na przykład kobiety są mniej aktywne fizycznie, zwykle to one gotują dla rodziny, a siedząc w kuchni, narażone są na więcej pokus. Przechodzą ciężej tzw. burze hormonalne, które m.in. spowalniają przemianę materii. Bardzo ważny jest też powód częstego sięgania po jedzenie: panowie jedzą, bo lubią jeść (zwłaszcza, jeśli mama czy żona serwują smaczne dania), zaś panie - bo mają problemy, przeżywają stresy i je “zajadają”. W efekcie tyją, dlatego nie są akceptowane przez partnerów, więc mają kolejny powód do stresu, ten stres znów “zajadają” i koło się zamyka.
Wspomniała pani doktor o burzach hormonalnych. Czy rzeczywiście wówczas kobiety bardziej tyją?
Tak. W okresie pokwitania (10-12 lat i 15-17 lat) dziewczęta gromadzą więcej tkanki tłuszczowej niż chłopcy. Ich organizmy przygotowują się w ten sposób do roli matki - np. rosną piersi (a to głównie tkanka tłuszczowa), pod skórą grubieje warstwa tłuszczu, bo jest potrzebny m.in. do produkcji estrogenów, czyli żeńskich hormonów płciowych. Potem sięgamy po antykoncepcję hormonalną, która sprzyja tyciu, bo zatrzymuje wodę w organizmie. Młode kobiety niekiedy przybierają 10 kg w ciągu roku zażywania pigułek! A po ich odstawieniu waga sama nie wraca do normy. Sporo kobiet za bardzo tyje w ciąży; fizjologicznie wzrost ciężaru ciała powinien wynosić ok. 10 kg. Niestety, wiele przyszłych mam przybiera 20-30 kg i część tej nadwagi zostaje im po urodzeniu dziecka. Po 35.-40. roku życia tyjemy “z natury” - nasze ciała mają coraz mniej tkanki mięśniowej, a więcej tłuszczowej. Później dochodzimy do okresu menopauzalnego i zmienia się nasz metabolizm. A wolniejsza przemiana materii sprzyja tyciu.
A czy otyłość można odziedziczyć np. po rodzicach?
W pewnym stopniu. Naukowcy mówią wręcz o genie otyłości. Moim zdaniem jednak dziedziczymy skłonność do tycia, a główną rolę w nadmiernym przybieraniu na wadze odgrywają tzw. czynniki środowiskowe, czyli np. styl życia rodziny. Jeśli rodzice nie uprawiają sportu, mało się ruszają, nie dbają o właściwe odżywianie i preferują tłuste, wysokokaloryczne jedzenie, to taki sam tryb życia prowadzą ich dzieci. Można więc powiedzieć, że od najmłodszych lat pracują na otyłość.
Ale młode kobiety niemal stale się odchudzają! Dlaczego więc często przegrywamy walkę z nadwagą, otyłością?
Przekornie powiem, że właśnie dlatego. Kobiety częściej sięgają po niesprawdzone diety albo modyfikują je na swój sposób czy stosują tak drastyczne metody jak głodówki. Eksperymentują na organizmach i na efekt nie trzeba długo czekać: tempo metabolizmu się zmniejsza i po zakończeniu diety pojawia się szybko efekt jo-jo, czyli odrabia się utracone kilogramy i przybiera dodatkowe.
Czy to prawda, że u kobiet inaczej odkłada się tkanka tłuszczowa niż u mężczyzn?
Tak. U panów gromadzi się ona głównie w jamie brzusznej, a u pań - w młodszym wieku w okolicy pośladkowo-udowej, a później, w okresie okołomenopauzalnym, również w jamie brzusznej.
Podobno otyłość brzuszna jest groźniejsza dla zdrowia?
Tak, bo sprzyja wielu poważnym chorobom, m.in. cukrzycy, chorobie wieńcowej, nadciśnieniu tętniczemu, kamicy pęcherzyka żółciowego. Niezależnie od tego, gdzie odkłada się tkanka tłuszczowa, otyłość to także większe ryzyko rozwoju choroby zwyrodnieniowej stawów, niewydolności żylno-limfatycznej, raka jelita grubego, a u kobiet (zwłaszcza obciążonych rodzinnie) - także raka sutka. Kobiety też bardziej niż mężczyźni martwią się swoją otyłością i z tego powodu częściej wpadają w depresję.
Otyłość sprzyja wielu chorobom, więc trzeba z nią walczyć. Od czego trzeba zacząć?
Od wizyty u lekarza dietetyka. Ustali on przyczynę otyłości i przesądzi o sposobie
leczenia. Jeżeli otyłość jest efektem błędów żywieniowych i braku ruchu, wybierze właściwą dietę (u kobiet nie powinna ona zawierać mniej niż 1200 kcal dziennie) i dawkę ruchu. Powie, że trzeba jadać częściej (5 razy dziennie), ale małe porcje, a ostatni posiłek nie później niż o godzinie 20.00. Bardzo ważna jest motywacja i chęć schudnięcia, dlatego często potrzebne jest też wsparcie psychologiczne pacjenta. Z takiego wsparcia częściej korzystają kobiety niż mężczyźni, częściej uczestniczą np. w warsztatach dietetyczno-psychologicznych.
Lekarz może też przepisać leki, które pomogą uporać się z dodatkowymi kilogramami.
Czasem leki są konieczne. Do dyspozycji mamy właściwie dwa preparaty: Sibutraminę, która hamuje łaknienie (głównie poskramia apetyt na słodycze) i przyspiesza metabolizm oraz Orlistat, zmniejszający wchłanianie się tłuszczu w przewodzie pokarmowym. Często zalecamy też pacjentom naturalne preparaty wspomagające odchudzanie (m.in. z błonnikiem pokarmowym, włóknami ananasa, ekstraktem z zielonej kawy czy z zielonej herbaty).
A co można zrobić, jeśli wszystkie łagodne metody odchudzania zawiodą?
W niektórych opornych przypadkach można skorzystać z drastyczniejszych metod, np. można zmniejszyć operacyjnie żołądek, wypełnić go specjalnym balonem, odessać tkankę tłuszczową… Nie jestem jednak zwolenniczką takich działań, ponieważ metody te obarczone są sporym ryzykiem (np. odsysanie tkanki tłuszczowej zwiększa ryzyko powstania zatoru, gdy tkanka ta dostanie się do krwiobiegu, a po włożeniu balonu do żołądka zdarzają się intensywne wymioty).
Źródło: Poradnik Domowy



Ostatnie komentarze